Адам Тадеуш Станислав Нарушевич. Переводы стихов

- -
- 100%
- +
Это первый полный поэтический перевод стихотворения на русский язык.
Оригинал:
Sekret
Autor: ADAM NARUSZEWICZ
Mężu! któremu miłość i wierność doznana
Zdarzyła szczęście, serca być odźwiernym pana;
By, co on dla powszechnéj czynił matki, do téj
Pory, przez cię nam doszło, jak przez kanał złoty.
Komuż mam lepiéj ten rym przypisać, jak tobie,
Co w swéj piękne zebrawszy przymioty osobie
Sekretarza korony, poznałeś nie wczora,
Że gabinet być winien szkołą Pitagora?
Że przybytki rządzących światem, nie są innéj
Od pszczelników natury: kędy rzeszy gminnéj
Nie godzi się zazierać, ani można zgoła,
Co tam z wierną czeladką pierwsza robi pszczoła.
Od tylu lat na zacnéj wiek styrawszy pracy,
Masz ten dank, że z téj szkoły rozumni Polacy
I wyszli i wychodzą. Godzi się przy trudzie
Posłuchać, co téż Satyr mój na leśnéj dudzie
Zanucił na ten motłoch, który-ć niemym zowie,
Że się od ciebie żadnych nowinek nie dowie.
∗ ∗
∗
Ze wszystkich chorób dusznych, którym od téj pory
Świat podlega, jako złe, z fatalnéj Pandory
Puszki wypadszy, rodzaj śmiertelny dotyka,
Nie znajdziesz pospolitszéj nad słabość języka.
Z téj to podobno sama natura pobudki
Przystęp doń dwoistemi zagrodziła kłódki;
Żeby snadź warowniejszéj niewolnik katuszy
Nie tak swobodnie paplał, co się dzieje w duszy;
A chociaż się z kościanéj czasem wymknie klatki,
Zatrzymały go drugie przy wargach rogatki.
Największy to ze wszystkich zmysłów jest niecnota:
Co drugie wniosą, on sam wyniesie za wrota.
Ile oko nachwyta, różne biorąc wzorki,
Albo ucho nakładnie słów do swéj komorki;
Ile nos wścibski zwietrzy, gdzie mu nie należy,
A ręka cichéj mackiem narobi kradzieży:
Owo zgoła, co wszystkie z panów, księży, gminu,
Kobiet zniosą do serca, jak do magazynu
Złodziejskiego towarów, wszystko on wytrawi:
Jedne całą, a drugie półgębkiem wyjawi.
Darmo ściskać zębami, darmo zwierać usta:
Ustawicznie nań czyha albo chluba pusta,
Albo złość z interesem; a nie z tym, to z owem,
Mimo straż poczciwości, odejdzie połowem.
Jeden dla swéj kochanki, by z nią tylko siedział,
I siedmby na się grzechów śmiertelnych powiedział.
Nie każdemu się serce człowiecze otwiera;
Pewny doń mają wytrych Bachus a Wenera.
Ów chudy pochlebniczek dla marnego zysku,
By co złapał, lub lizał na cudzym półmisku,
Gotów swoje i cudze wyjawić sekrety,
Szarpiąc sławę za taler i łokieć sajety.
Dobrze zgoła powiedział Sokrat umęczony,
Że łatwiéj w gębie trzymać węgiel rozpalony,
Niż język za zębami: tak mu srodze piecze.
Plotka, jako jedwabnik, wszystko z siebie wlecze.
Więc ktośkolwiek jest: czy ci monarcha powierza
Swe pióro, czyś ziemianin, czy flintę żołnierza
Dźwigasz, czyś bez żadnego pachołek urzędu,
Z tego samego, żeś jest miedzy ludźmi, względu,
Bierz stąd prostą naukę, a pomów z kowalem,
By ci gębę łokciowym zagwoździł bratnalem.
Pewne na świerzb lekarstwo: chcesz-li być spokojny
I sam i miedzy ludźmi nie podniecać wojny.
Nie wart zgoła ten imię nosić przyjaciela,
Kto powierzonych sobie tajemnic udziela,
Szukając z cudzych składów handlarz potajemny
Przez zdradę przyjacielską przyjaźni nikczemnéj.
Podobny do owych-to po dworach skarbników,
Co mając powierzonych szafunek groszyków,
Dają żydkom na lichwę miesięczną; a cudzą
Panosząc się intratą, pańskie grosze łudzą.
We wszystkim z przyjacielem twoim bądź złączony,
Prócz zwierzonego tylko sekretu, a żony.
Sen się smoli, jak białe od różnych rąk karty,
Tamta do domu twego przyniesie bękarty.
Święta rzecz nader sekret, skarb-to niezrównany,
Bo nie z nabytéj bryły jak pieniądz ulany,
Lecz cząstka duszy naszéj i stamtąd dobyty,
O czym tylko sam jeden Bóg wie, a z nim i ty.
Poruszać go z płochości, albo dla pożytku
Jest gwałcić najświętszego obrządek przybytku,
A nie prostym być tylko złodziejem i zdrajcą,
Lecz godnym najsurowszych kaźni świętokrajcą.
Wszakże mimo tak groźne, które przyjaźń święta
Pisze prawa, i mimo najściślejsze pęta
Ludzkiego towarzystwa, najczęściéj się zdarza,
Jako ten przyjaciela, tamten gospodarza,
Ów pana, choć się lada o fraszkę powadził,
Szczebiotliwym językiem wygadawszy, zdradził.
Tak, że większa część ludzi, męże i kobiety,
Jak ów szalbierny służka śmiesznego poety,
Z nóg do głowy przetakiem zwać się może snadnie;
Wszystko przezeń, byś całe morze wlał, przepadnie.
Lub jako młode wino, chodząc po buteli,
Szuka tylko, jak rychło w górę czop wystrzeli.
Rzecz-to jakaś nieznośna być zawsze sekretnym;
Często człek najwierniejszy nie bywa dyskretnym.
Chęć nas jakaś wrodzona ciągnie do gadania,
Miłość ją własna coraz usilniéj nagania:
By ucząc niewiadomych, być niejako wrogiem,
I miedzy nieukami zostać pedagogiem.
Więc kiedy się raz język, jak sanie na ledzie,
Po torownym gościńcu wymownie rozjedzie,
Nie utrzyma go rozum, choć baczni stangreci,
Że często na pniu jakim pan z łubu wyleci.
Конец ознакомительного фрагмента.
Текст предоставлен ООО «Литрес».
Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию на Литрес.
Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



